⌕
  1. Mój Los
  2. Magia
  3. Konotopska wiedźma
  4. Opowieści z Konotopu
  5. Solomija
Solomija, wiedźma snów

Solomija i sen pod poduszką

Legenda Mój Los: opowieść literacka inspirowana ukraińskim i polskim folklorem.

Lidii od miesiąca śnił się mężczyzna na moście, którego twarzy nie mogła zobaczyć. Przyszła do Solomii zapytać, czy to jej przeznaczony.

W Konotopie mówiono, że tamtejsze wiedźmy najlepiej czytały karty, ale Solomija czytała je tak, jakby była w połowie we śnie. Miała zaspane oczy, chustę haftowaną w gwiazdy i głos tak cichy, że trzeba się było do niej nachylać. Jej izba była pełna poduszek: wypchanych lawendą, chmielem, sianem z łąki i pierzem, i każda, jak twierdziła, śniła co innego. Nie brała za wróżby pieniędzy. Brała opowieści. Kto przychodził, musiał jej opowiedzieć jeden swój sen, a ona zapisywała go w księdze, która miała już tyle stron, że nie dało się jej domknąć.

Lidia przyszła w lutym, w taki wieczór, kiedy śnieg skrzypi, a gwiazdy są ostre jak szpilki. Miała dwadzieścia osiem lat, pracowała w aptece, miała dobre przyjaciółki i wygodne mieszkanie, i od miesiąca co noc śnił jej się ten sam sen. Stała na drewnianym moście nad rzeką, a na drugim końcu mostu stał mężczyzna. Szła ku niemu, on szedł ku niej, i zawsze, kiedy już miała zobaczyć jego twarz, budziła się. „Czy to mój przeznaczony?”, zapytała, siadając na poduszce z chmielem. „Wszystkie moje przyjaciółki już kogoś mają. Może on na mnie czeka i trzeba go tylko znaleźć?”.

Solomija ziewnęła, przepraszając, i zapisała sen Lidii w księdze, bardzo starannie, razem z kolorem nieba nad mostem, o który specjalnie dopytała. Potem rozłożyła karty na kocu w kratę. Pierwsza była Kapłanka: kobieta siedzi między czarną a białą kolumną, na kolanach trzyma zwój, za nią wisi zasłona haftowana w granaty, a u jej stóp leży sierp księżyca. „Wiedza, która mieszka w środku”, wyszeptała Solomija. „Kapłanka nie wychodzi z domu, żeby szukać odpowiedzi. Siedzi i słucha, aż odpowiedź przyjdzie do niej. Najczęściej w nocy”.

Druga była Dziewiątka Mieczy: ktoś siedzi na łóżku w ciemności i zakrywa twarz dłońmi, a nad nim na ścianie wisi dziewięć mieczy. Lidia aż się wzdrygnęła. „Nocne zmartwienia”, powiedziała Solomija łagodnie. „Spójrz, miecze wiszą na ścianie. Żaden go nie dotyka. To są myśli, które w nocy wydają się ostre, a nikogo nie ranią. Ta karta mówi, że twój sen bierze się z niepokoju, Lidio. Z tego, że wszyscy wokół już kogoś mają, a ty nie”. Trzecie było Słońce: roześmiane dziecko na białym koniu, słoneczniki za murem, czerwona chorągiew w dłoni. „A to jest poranek. Ten, który przychodzi po każdej nocy, nawet po najdłuższej”.

„Ale kto stoi na moście?”, nie ustępowała Lidia. Solomija uśmiechnęła się sennie. „Sprawdzimy. Po staremu”. Dała jej poduszkę wypchaną lawendą i kilka karteczek. Lidia miała wypisać na nich imiona mężczyzn, o których myślała, choćby przelotnie, złożyć karteczki i włożyć pod poduszkę. Rano, nie patrząc, wyciągnąć jedną. Tak robiły dziewczęta w Konotopie od zawsze, w andrzejki i w noc przed Bożym Narodzeniem. Kiedy Lidia pisała imiona, Solomija odwróciła się do pieca, a wiedźmy w Konotopie odwracają się do pieca tylko wtedy, gdy coś kombinują.

Przed snem Lidia, jak kazała Solomija, wypowiedziała stare zdanie, które mówi się, śpiąc pierwszy raz w nowym miejscu: „Na nowym miejscu przyśnij mi się, kto ma mi się przyśnić”. Zasnęła szybko, bo lawenda działa lepiej niż wszystkie zaklęcia. I znów stała na moście. Ale tym razem nie śpieszyła się. Szła powoli, patrzyła na rzekę, na wierzby, na niebo w kolorze, który tak dokładnie opisała wieczorem. A mężczyzna na drugim końcu mostu zbliżał się, aż w końcu zobaczyła, że to wcale nie mężczyzna.

Na moście stała ona sama. Trochę starsza, może o dwadzieścia lat, z siwym pasmem we włosach i zmarszczkami od śmiechu wokół oczu. Śmiała się. Podała Lidii rękę i powiedziała coś, co Lidia zapamiętała słowo w słowo: „Nie spiesz się tak. Ja i tak na ciebie czekam. Wszystko, co ważne, zdążysz”. A potem obie stały na moście i patrzyły na rzekę, i to było tak dobre, że Lidia obudziła się z mokrymi policzkami i z uśmiechem, którego nie potrafiła zetrzeć z twarzy przez całe śniadanie.

Rano wyciągnęła spod poduszki jedną karteczkę. Była pusta. Lidia obróciła ją kilka razy, potem zajrzała pod poduszkę, gdzie wszystkie jej karteczki z imionami leżały nietknięte, złożone w kostkę. „Pani mi to podłożyła!”, oburzyła się, ale bardziej ze śmiechem niż ze złością. Solomija ziewnęła i nawet nie udawała, że jest jej przykro. „Podłożyłam. Pusta karteczka to najpiękniejsze imię na świecie, Lidio. Jeszcze nienapisane. A kto ma je napisać, to już nie ja i nie poduszka”.

Potem, nalewając jej herbaty z melisą, Solomija powiedziała coś, co Lidia powtarzała potem wiele razy swoim przyjaciółkom. „Ludzie myślą, że sny pokazują im przyszłość. A sny pokazują to, czego się boisz, i to, czego ci brakuje. Tobie brakowało nie mężczyzny, tylko spokoju, że wszystko zdążysz. Zanim spotkasz kogoś na moście, dobrze jest najpierw spotkać tam siebie. Bo inaczej do każdego, kto przyjdzie, będziesz biegła tak szybko, że nie zobaczysz jego twarzy”.

W Konotopie mówi się, że Lidia przestała tego roku pytać, kiedy w końcu kogoś pozna. Zapisała się na kurs tańca, na który od lat nie miała odwagi pójść, pojechała sama nad morze i odkryła, że lubi jeść śniadanie w ciszy. Czy kogoś spotkała? Ponoć tak, ale to już zupełnie inna opowieść i Solomija trzyma ją w swojej księdze pod osobną datą. Wiadomo tylko, że kiedy go spotkała, nie biegła. Szła powoli, patrzyła na niego uważnie i dlatego od razu zobaczyła jego twarz.

A pusta karteczka leży u Lidii w szufladzie do dziś. Kiedy przychodzi do Solomii dziewczyna, która chce wiedzieć, kto jej się przyśni, Solomija daje jej lawendową poduszkę i garść karteczek, a potem odwraca się do pieca. Mówi, że to najstarsza wróżba w Konotopie i że zawsze się sprawdza: pokazuje ci kogoś, kogo naprawdę potrzebujesz spotkać. Czasem to ktoś inny. A czasem ty sama, trochę starsza, roześmiana, czekająca na moście.

Miłości nie trzeba czekać pod poduszką. Zanim spotkasz kogoś, warto spotkać siebie.

Karty z tej opowieści

Legenda Mój Los: opowieść literacka inspirowana ukraińskim i polskim folklorem. Postaci i wydarzenia są fikcyjne, a karty w opowieści, tak jak w całym Mój Los, służą refleksji, nie przepowiadaniu przyszłości.

Rozłóż karty jak Solomija

Ostatnia aktualizacja: · Redakcja Mój Los · jak powstają treści