Melania i księżyc, który nie musi być pełnią
Legenda Mój Los: opowieść literacka inspirowana ukraińskim i polskim folklorem.
Natalka zapytała, kiedy w końcu będzie lżej. Melania odpowiedziała, że karty nie odpowiadają na pytanie kiedy, tylko na pytanie jak, i zaprowadziła ją na dach.
W Konotopie mówiono, że tamtejsze wiedźmy najlepiej czytały karty, a Melania czytała je wyłącznie po zmroku. Mieszkała w starym wiatraku za stawem, w którym skrzydła od dawna się nie obracały, za to na samej górze było okienko wychodzące prosto na niebo. Spała w dzień, jadła gruszki o każdej porze, a od czterdziestu lat prowadziła zeszyt, w którym każdej nocy zapisywała, jak wygląda księżyc. Zeszytów było już tyle, że stały na schodach jak druga balustrada.
Była ironiczna i cicha, a kiedy się śmiała, robiła to bezgłośnie, samymi ramionami. Dzieci z miasteczka bały się jej trochę, ale tylko do czasu, aż któreś zakradło się do wiatraka i dostało gruszkę oraz krótki wykład o tym, dlaczego księżyc zawsze pokazuje nam tę samą stronę. „Bo jest nieśmiały”, mówiła Melania. „I bo tak mu wygodnie. Każdy ma prawo do jednej strony, której nie pokazuje”.
Natalka przyszła w październiku, późnym wieczorem, z koszykiem niedokończonych koszul na ręce, bo nie miała ich z kim zostawić. Była szwaczką i matką dwójki dzieci, szyła w dzień dla sklepu, a w nocy dla sąsiadów, i od miesięcy spała po cztery godziny. Pod oczami miała cienie w kolorze śliwek. Usiadła na schodach między zeszytami i zapytała tylko jedno, bez wstępów: „Kiedy w końcu będzie lżej?”.
Melania nie odpowiedziała od razu. Obrała gruszkę, podała Natalce połowę, a potem rozłożyła na skrzyni trzy karty, przy świecy osłoniętej szkłem. Pierwszy był Księżyc: blada tarcza z twarzą, pies i wilk wyjący w jego stronę, rak wypełzający z wody i ścieżka znikająca między dwiema wieżami. „Mgła”, powiedziała Melania. „Lęki, które w nocy są większe niż w dzień. Zmęczenie robi z kota tygrysa, a z rachunku za drewno wyrok. Ta karta nie mówi, że jest źle. Mówi, że nie widzisz drogi, bo jest ciemno, a nie dlatego, że drogi nie ma”.
Druga była Czwórka Mieczy: rycerz leży wyciągnięty na kamiennym sarkofagu w kaplicy, dłonie złożone, trzy miecze wiszą nad nim na ścianie, a czwarty leży pod nim. „On nie umarł”, uprzedziła Melania, zanim Natalka zdążyła się wystraszyć. „On odpoczywa. To jedyna karta w całej talii, która każe rycerzowi się położyć. Rycerzowi, rozumiesz? Takiemu w zbroi. A ty myślisz, że tobie nie wolno”. Trzecia była Królowa Denarów: kobieta na tronie w ogrodzie pełnym róż, z królikiem u stóp, trzymająca na kolanach złotą monetę jak ktoś, kto trzyma kociaka. „Troska. Dostatek. Ale zobacz, ona siedzi. Nie biega po ogrodzie z konewką. Siedzi i ogród rośnie”.
„Pytałam, kiedy”, powiedziała Natalka, trochę rozdrażniona, jak bywają ludzie bardzo zmęczeni. „Pytasz, kiedy”, zgodziła się Melania, „a karty odpowiadają jak. Tak już mają. Chodź”. I zaprowadziła ją po skrzypiących schodach na samą górę wiatraka, do okienka, przez które wychodziło się na mały drewniany podest. Nad stawem wisiał cienki sierp, ledwie paznokieć światła. „Taki chudy”, westchnęła Natalka. „Chudy”, przytaknęła Melania. „I powiedz mi, czy ktoś z dołu krzyczy do niego, że się nie stara?”.
Potem przyniosła jeden ze swoich zeszytów i pokazała Natalce kolumny rysunków: sierp, kwadra, prawie pełnia, pełnia, znowu ubywanie, aż do czarnego kółka nowiu, i od początku. Czterdzieści lat rysunków. „Pełnia trwa jedną noc”, powiedziała Melania. „Jedną. Resztę miesiąca księżyc rośnie albo maleje, a przez kilka nocy w ogóle go nie widać. I przez tyle wieków nikt jeszcze nie powiedział, że jest go za mało. Ty chcesz być pełnią codziennie, Natalko. Nawet księżyc tak nie umie”.
Natalka rozpłakała się, cicho, w rękaw, tak jak płaczą ludzie, którzy nie płakali od dawna. Melania nie pocieszała jej słowami. Siedziała obok i obierała drugą gruszkę. Kiedy Natalka się uspokoiła, Melania dała jej zadanie: raz w tygodniu, w czwartek wieczorem, ma być nowiem. Nic nie szyć, nic nie sprzątać, nikomu nic nie obiecywać. Po prostu być ciemnym, spokojnym kółkiem na niebie, którego nikt nie musi oglądać. „A koszule?”, zapytała Natalka. „Koszule poczekają. Koszule są cierpliwe. Ja wiem, rozmawiałam z nimi”.
Natalka nie wierzyła, że jej się uda, i miała rację, bo w pierwszy czwartek zaczęła cerować skarpetki. Ale Melania przewidziała i to. Następnego dnia zaczepiła jej dzieci na ulicy, dała im po gruszce i z kamienną twarzą oznajmiła, że księżyc osobiście zażądał, by ich mama w czwartki odpoczywała, a one mają tego pilnować. Dzieci potraktowały zadanie śmiertelnie poważnie. W kolejny czwartek chowały przed matką igły, nici i nożyczki, przykrywały maszynę obrusem i czytały jej na głos bajki, aż zasnęła na kanapie w ubraniu.
Czy od razu zrobiło się lżej? Nie. Rachunki nadal przychodziły, koszule nadal czekały. Ale w Konotopie mówi się, że po kilku miesiącach Natalka zaczęła szyć wolniej i lepiej, że podniosła ceny, bo w końcu zobaczyła, ile jest warta jej praca, i że sąsiedzi płacili bez gadania. Mówi się, że cienie pod jej oczami zmieniły kolor ze śliwkowego na zwykły, ludzki. I że czwartki w jej domu nazywano odtąd nowiem, nawet wtedy, kiedy na niebie była pełnia.
Melania zapisała tę historię w swoim zeszycie, między rysunkiem sierpa a kwadrą, jednym zdaniem drobnym pismem: „Natalka nauczyła się, że odpoczynek jest częścią cyklu, a nie jego porażką”. Kiedy ktoś pyta ją, kiedy w końcu będzie lżej, Melania wciąż odpowiada tak samo: wybiera dla tej osoby jeden wieczór w tygodniu i każe jej być nowiem. Mówi, że to nie wróżba, tylko astronomia.
Księżyc nie jest pełnią co noc i nikt nie mówi, że to za mało. Odpoczynek jest częścią cyklu, a nie porażką.
Karty z tej opowieści
Legenda Mój Los: opowieść literacka inspirowana ukraińskim i polskim folklorem. Postaci i wydarzenia są fikcyjne, a karty w opowieści, tak jak w całym Mój Los, służą refleksji, nie przepowiadaniu przyszłości.


