Odarka i noc Kupały
Legenda Mój Los: opowieść literacka inspirowana ukraińskim i polskim folklorem.
Petro chciał znaleźć kwiat paproci, żeby się wzbogacić i żeby Marusia go zauważyła. Odarka zgodziła się go poprowadzić, bo lubiła ten spacer.
W Konotopie mówiono, że tamtejsze wiedźmy najlepiej czytały karty, ale Odarka wolała czytać łąki. Od maja do września chodziła boso, włosy pachniały jej miętą i piołunem, a śmiała się tak głośno, że słychać ją było aż za młynem. Znała imię każdego zioła, a nawet, jak twierdziła, plotki, jakie zioła opowiadają o sobie nawzajem. „Rumianek jest zarozumiały”, mówiła, „a bylica wszystko widzi i nic nie mówi. Dlatego bylicę zatyka się za belką. Lubi pilnować”.
W wigilię nocy Kupały, kiedy cały Konotop pachniał dymem i skoszoną trawą, przyszedł do niej Petro. Miał dwadzieścia dwa lata, nowe buty, które go uwierały, i plan, który wydawał mu się bardzo dobry. „Pani Odarko, chcę znaleźć kwiat paproci. Mówią, że kto go zerwie, będzie bogaty i szczęśliwy, i wszystko będzie umiał. Niech mnie pani zaprowadzi tam, gdzie kwitnie”. Odarka spojrzała na jego buty, potem na jego uszy, które zrobiły się czerwone. „A po co ci bogactwo, Petrusiu?”. Petro wbił wzrok w podłogę. „Żeby Marusia mnie zauważyła”.
Odarka mogła się roześmiać, ale tylko się uśmiechnęła. „Dobrze. Zaprowadzę cię. Ale najpierw zdejmij te buty, bo w nich nawet zając by cię usłyszał. I przepasz się tym”. Podała mu pas spleciony z bylicy, a do kieszeni wsunęła gałązkę piołunu. „Na Kupałę bylica chroni nogi przed zmęczeniem, a piołun głowę przed głupstwami. Ten drugi przyda ci się bardziej”. Zanim wyszli, rozłożyła na pniaku przed chatą trzy karty, przy świetle ogniska, które już płonęło na łące.
Pierwsza była Siódemka Kielichów: ktoś stoi tyłem i patrzy na siedem kielichów zawieszonych w chmurach, a w kielichach są zamek, klejnoty, wąż, smok, wieniec laurowy i zakryta postać. „Marzenia na zawołanie”, powiedziała Odarka. „Wszystko naraz, wszystko w obłokach. Ładne, tylko nie da się z tego zjeść kolacji”. Druga była Moc: kobieta w białej sukni łagodnie zamyka paszczę lwa, nad jej głową unosi się znak nieskończoności. „Siła, która nie szarpie. Zapamiętaj ją, Petrusiu, bo dziś w nocy będzie ci potrzebna bardziej niż kwiat”. Trzecia był Rycerz Buław na koniu stającym dęba. „Odwaga. Gorąca, szybka, czasem za szybka”.
Szli przez las długo, przez paprocie po pas i mech, który uginał się pod stopami jak ciepły chleb. Odarka opowiadała po drodze o wszystkim: że dziurawiec zebrany dziś ma najwięcej słońca w sobie, że dzika róża nie lubi, jak się ją rwie bez pytania, że świetliki to tylko świetliki, choć ładnie byłoby myśleć, że to coś więcej. Petro wypatrywał w ciemności czerwonego blasku, o którym słyszał w bajkach. Około północy przystanęli na polanie. Paprocie stały ciche i zielone. Żadna nie zakwitła.
„Nie zakwitnie?”, zapytał Petro, a głos mu się załamał. Odarka usiadła na pniu i wyjęła z fartucha placek z makiem. „W tym lesie od stu lat nikt go nie widział. Ja patrzę co roku, bo lubię ten spacer i bo co roku ktoś przychodzi z tym samym pytaniem. Paproć nie ma kwiatów, chłopcze. Rozmnaża się zarodnikami, jak grzyb. Ale nie martw się. Ludzie od wieków szukają go w noc Kupały, i ci najmądrzejsi zawsze coś znajdują. Tylko nigdy w paprociach”. I zaprowadziła go nad rzekę.
Nad rzeką dziewczęta puszczały wianki. Płynęły jeden za drugim, z zapalonymi ogarkami świec, jak mała flotylla gwiazd. Chłopcy stali w wodzie po kolana i próbowali je łapać, bo kto złapie wianek, temu podobno przypadnie dziewczyna, która go uplotła. Wianek Marusi, z chabrów i rumianku, zaplątał się w trzcinach przy brzegu, przechylił się i świeca prawie zgasła. Petro wskoczył do wody, zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć. Odarka zawołała za nim tylko jedno zdanie: „Uwolnij go, nie łap!”.
Petro zatrzymał się z dłońmi tuż nad wiankiem. Przypomniał sobie kobietę z karty, która nie szarpie lwa za paszczę, tylko kładzie na niej rękę. Ostrożnie wyplątał wianek z trzcin, poprawił świecę, która znów buchnęła płomieniem, i lekko popchnął go w nurt. Wianek popłynął dalej, w ciemność, w stronę, w którą chciała go posłać Marusia. Chłopcy na brzegu się śmiali. Petro wyszedł z wody mokry do pasa, bez kwiatu, bez wianka i bez bogactwa, i usiadł przy ognisku, przekonany, że właśnie wszystko zepsuł.
Marusia przysiadła się do niego, kiedy ognisko zaczęło przygasać. Długo milczała, a potem zapytała: „Dlaczego go nie wziąłeś? Mogłeś”. Petro wzruszył ramionami. „Bo był twój. Płynął tam, gdzie ty chciałaś, żeby płynął”. Marusia patrzyła na niego tak, jakby widziała go pierwszy raz, chociaż mijali się na tej samej ulicy od dzieciństwa. Rozmawiali do świtu: o rzece, o jej babci, o jego koniu, o tym, że oboje boją się burzy i że żadne się do tego nie przyznaje. Nad ranem przeskoczyli razem przez dogasające ognisko, bo tak się robi w noc Kupały.
Odarka szła wtedy do domu przez rosę, z naręczem dziurawca i bylicy, i podśpiewywała. Ktoś ją potem zapytał, czy Petro znalazł kwiat paproci. „Znalazł”, odpowiedziała. „Kwitnie raz w roku, w ludziach, którzy wiedzą, czego nie wolno brać na siłę. Wygląda dokładnie jak odwaga połączona z szacunkiem. Bardzo rzadki kwiat. W tym roku zakwitł w jednym chłopaku z nowymi butami w ręku”.
W Konotopie do dziś powtarza się słowa Odarki, kiedy ktoś chce coś zdobyć za wszelką cenę: „Co płynie do ciebie samo, jest twoje. Co złapiesz siłą, i tak odpłynie”. A dziewczęta, puszczając wianki, podobno zawsze patrzą, który chłopak pomoże wiankowi popłynąć dalej, zamiast go łapać. Mówią, że to najlepsza wróżba z całej nocy Kupały.
Co płynie do ciebie samo, jest twoje. Co złapiesz siłą, i tak odpłynie.
Karty z tej opowieści
Legenda Mój Los: opowieść literacka inspirowana ukraińskim i polskim folklorem. Postaci i wydarzenia są fikcyjne, a karty w opowieści, tak jak w całym Mój Los, służą refleksji, nie przepowiadaniu przyszłości.


